Truth Social – platforma społecznościowa Trumpa, z której nigdy nie skorzystasz

fot. Jon Tyson/Unsplash
fot. Jon Tyson/Unsplash

Spójrzmy prawdzie w oczy.

Od dawna zapowiadany portal społecznościowy, założony przez byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, jest już dostępny dla pierwszych użytkowników. Przynajmniej byłby, gdyby faktycznie ktoś z niego korzystał. Choć platforma funkcjonuje od miesiąca, wciąż nie przyciągnęła do siebie szerszego grona odbiorców. Jednak anty-Twitter byłego prezydenta USA nie ułatwia potencjalnym użytkownikom zadania. Od skradzionego logo, przez walczącego z krowami CEO, aż po zupełny brak zainteresowania Melanie Trump, sprawdzamy dlaczego nigdy nie zaczniesz używać Truth Social.

Między bogiem a prawdą

Pomysł był dość prosty – wyrzucili mnie z sociali, zrobię sobie własne. Gdy konta Donalda Trumpa zostały zablokowane ze względu na szerzenie dezinformacji i nawoływanie do agresji, były prezydent USA ogłosił, że zakłada własną platformę do publikowania treści w Internecie. Zgodna decyzja Twittera, Facebooka i YouTube’a została uznana przez miliardera za próbę uciszenia krytyki Big Tech.

Żyjemy w świecie, w którym Talibowie stanowią bardzo silną grupę na Twitterze, a mimo to wasz ulubiony amerykański prezydent został uciszony. To jest nie do przyjęcia. Jestem podekscytowany, że wkrótce zacznę dzielić się swoimi przemyśleniami na TRUTH Social i walczyć z Big Tech.

komentował blokadę w mediach społecznościowych Donald Trump.

Koncerny technologiczne wyraźnie wygryzły koncerny farmaceutyczne w roli najpopularniejszego tematu teorii spiskowych. Big Tech coraz częściej odgrywa w nich rolę Wielkiego Brata – niedostępnego cenzora, który decyduje o porządku świata. Choć z pewnością jest w tym ziarno prawdy, nowa platforma założona przez Trump Media & Technology Group, deklaruje się jako przestrzeń „otwartej, wolnej i uczciwej rozmowy, bez dyskryminacji wobec ideologii politycznych.”

Wielki namiot

Truth Social to „Wielki Namiot” Ameryki – platforma mediów społecznościowych, która zachęca do otwartej, wolnej i uczciwej rozmowy w skali globalnej, bez dyskryminacji ideologii politycznej.

czytamy na stronie Truth Social

Nowa platforma społecznościowa Donalda Trumpa miała stanowić przestrzeń swobodnej dyskusji na tematy polityczne. Niezależnie z którą stroną ideologicznego spektrum się utożsamiasz, Truth Social miał umożliwić ci nieskrępowane wyrażanie myśli i otwarte deklarowanie przekonań. Tym co natomiast ma to uniemożliwiać na popularnych platformach, jest zapewne ich regulamin serwisu.

Powstanie Truth Social ogłoszono po raz pierwszy w październiku 2021 roku. Wówczas udostępniono również jej regulamin, w którym odnotowano, że firma nie będzie ponosić odpowiedzialności prawnej za „treść, dokładność, obraźliwość, opinie [lub] wiarygodność” wszystkiego, co użytkownicy będą zamieszczać w serwisie. Niektórzy komentatorzy zauważyli, że opisane zrzeczenie się odpowiedzialności, opiera się na tzw. sekcji 230 Ustawy o normach przyzwoitości w telekomunikacji (Communications Decency Act). Ustawa, która zapewnia niezależność właścicieli serwisów, od publikowanych na nich treści, była stanowczo krytykowana przez Trumpa w trakcie jego prezydentury.

Jednak w serwisie nie można rzecz jasna publikować wszystkiego, nie bacząc na jakiekolwiek konsekwencje. W swoim regulaminie Truth Social zastrzega sobie również prawo do „odmowy, ograniczenia dostępu, ograniczenia dostępności lub wyłączenia” postów dowolnej osoby. Użytkownicy nie mogą natomiast zamieszczać wpisów, które są „fałszywe, niedokładne lub wprowadzające w błąd”. Posty nie powinny zawierać „wulgaryzmów, obraźliwego lub rasistowskiego języka”. Użytkownicy nie mogą również publikować „odniesień dyskryminacyjnych ze względu na religię, rasę, płeć, pochodzenie narodowe, wiek, stan cywilny, orientację seksualną lub niepełnosprawność”.

Ten w pełni uzasadniony zbiór wskazówek, jak nie być palantem w mediach społecznościowych, może stanowić poważny problem dla nowego serwisu. Jego główny pomysłodawca znany jest bowiem z regularnego łamania każdej z wymienionych zasad. Od atakowania Grety Thunberg, przez kłamanie na temat prawidłowości wyborów prezydenckich w 2020 roku, po wulgarne i seksistowskie komentarze wobec kobiet – trudno wyobrazić sobie jakikolwiek regulamin serwisu, którego Donald Trump by nie złamał.

Może dlatego nawet on nie używa swojej nowej platformy?

Truth Social nie dla wszystkich

Jak podaje Daily Beast, Donald Trump jest wyraźnie niezadowolony z nowej aplikacji. Choć serwis społecznościowy dostępny jest dla użytkowników już od miesiąca, w momencie pisania tego tekstu ukazał się na niej zaledwie jeden wpis od byłego prezydenta – krótkie „Get ready!„. Jednak nie tylko on szybko znudził się nową platformą. Mimo że w pierwszych dwóch dniach od publikacji, Truth Social była najczęściej pobieraną aplikacją w sklepie App Store, obecnie zajmuje 22 miejsce w rankingu aplikacji społecznościowych.

Należy przyznać, że serwis nie ułatwia nowym użytkownikom zadania. Nie dość, że jest on dostępny jedynie w Stanach Zjednoczonych, dodatkowo mogą z niego korzystać tylko posiadacze iPhone’ów. Niemożliwe jest nawet korzystanie z Truth Social w przeglądarce.

Z nowej platformy nie korzysta również była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych. Melania Trump, niespełna dwa tygodnie przed uruchomieniem Truth Social ogłosiła, że do komunikacji ze światem będzie wykorzystywała jedynie platformę Parler. Dla mniej obeznanych w światku serwisów społecznościowych amerykańskiej prawicy – Parler to platforma do publikacji treści w Internecie, określająca się jako przestrzeń swobodnej wypowiedzi, niezależnie od przynależności politycznej. Brzmi znajomo prawda? Trudno stwierdzić dlaczego Trump sam nie zaczął używać aplikacji Parler. Łączy ich bowiem nie tylko podobne rozumienie pojęcia „swoboda wypowiedzi”. Popularna w kręgach prawicowych aplikacja została wyrzucona z App Store i Google Play po ataku na Kapitol w styczniu ubiegłego roku. To bowiem za jej pomocą organizowały się grupy uczestniczące w krwawym proteście.

Twitter, ale z kradzionym logo

Podobieństwa Truth Social do innych aplikacji nie kończą się jednak na Parler. Platforma Donalda Trumpa łudząco przypomina jego niegdyś ulubiony serwis społecznościowy – Twittera. Interfejs platformy wygląda jak jego dokładna kopia, nie licząc zaledwie kilku szczegółów. Publikowana treść to nie „Tweet”, tylko „Truth”, ponad to wszystko wygląda tak samo jak na Twitterze. Platformy mają nawet taki sam wygląd stron profilowych, na których w przypadku Twittera, obok sekcji „Tweets”, mamy „Tweets & Replies”, natomiast na Truth Social obok „Truths”, mamy „Truths & Replies”.

Podobieństwa nie kończą się również na Twitterze. Logo nowej platformy społecznościowej w aż śmieszny sposób przypomina to, wykorzystywane przez brytyjską firmę produkującą panele słoneczne, o nazwie Trailar.

Kapitanie, mój kapitanie

Statek Truth Social najwyraźniej płynie bez pasażerów. Jednak kto tak naprawdę jest za jego sterem? Donald Trump pozostaje tym razem zaledwie pomysłodawcą i twarzą portalu. Faktycznym szefem Truth Social jest były kongresmen Devin Nunes. Ten znany jest szerszej publiczności za próbę pozwania krowy.

Nadszedł czas, aby ponownie otworzyć Internet i umożliwić swobodny przepływ idei i wypowiedzi bez cenzury.

komentował dołączenie do Trump Media & Technology Group, Devin Nunes.

W 2019 roku były republikański kongresmen pozwał Twittera oraz dwóch jego użytkowników, na niemałą kwotę 250 mln dol. Powód oskarżenia? Wskazani użytkownicy funkcjonowali na portalu pod pseudonimami: „Matka Devina Nunesa” oraz „Krowa Devina Nunesa”. Nie jest to jednak jedyny pozew, nad którym łamali sobie głowy prawnicy polityka. Były kongresmen znany jest również ze ścigania drogą sądową autorów niepochlebnych artykułów na jego temat.

Prawdopodobnie najgłośniejsza sprawa sądowa z Nunesem w roli oskarżyciela, dotyczyła artykułu Ryana Lizza dla Esquire. W nim zasugerowane zostało, że rodzina polityka nielegalnie zatrudnia pracowników na swojej farmie w Iowa. Choć pierwsze orzeczenie uniewinniało Lizza i stwierdzało, że jego artykuł nie jest przykładem zniesławienia, po apelacji Nunesa, sąd orzekł, że dziennikarz jednak go dokonał. Druga instancja stwierdziła, że Lizz zniesławił polityka poprzez udostępnienie swojego artykułu na Twitterze po zakończeniu pierwszego postępowania.

Sprawa Devina Nunesa przeciwko Ryanowi Lizza wywołała dyskusję w Stanach Zjednoczonych, na temat (zgadliście) ograniczania swobody wypowiedzi w mediach społecznościowych.

Tekst: Wiktor Knowski