Squid z teledyskiem do „Narrator”

Squid z teledyskiem do „Narrator”
Źródło: Wikipedia commons

W środę 27 stycznia, Squid podzielili się teledyskiem do pierwszego singla promującego debiutancki album zespołu. Narrator to odważny przedsmak materiału z Bright Green Field, który ukaże się 7 maja nakładem wytwórni Warp Records. Czym grupa zaskakuje w nowej odsłonie?

W 2020, od założenia post-punkowego kolektywu z Brighton mijało już 5 lat.  Wydawało się więc, że ambitne plany związane z pełnoprawnym debiutem Squid zapowiadają  przy okazji wypuszczenia kawałków Sludge i Broadcaster. Krążek wisiał w powietrzu. Przy tegorocznej premierze Narrator okazało się jednak, że Bright Green Field będzie kolekcją 11 nieznanych dotąd kompozycji, a oba single, podobnie jak materiał wcześniejszy, nie znajdą się na albumie.

Utwór ukazał się w dwóch wersjach – pełnoprawnej, ponad ośmiominutowej, oraz skróconej do czterech i pół minut edycji radiowej. Krótsza z nich zachowuje wszystkie istotne dla oryginału elementy, więc jeśli nie możecie poświęcić Squid zbyt wiele czasu, powinna Wam w zupełności wystarczyć.

Narrator to przejmująca opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Z początku utrzymana w klasycznie punkowej tonacji grupy, historia prowadzona jest przez charyzmatyczny wokal perkusisty i lidera zespołu, Olivera Judge’a. Z czasem odchodzi jednak nieco od pierwotnych założeń i zamienia się w eksperymentalną epopeję rockową – psychodeliczny trans powtarzalnego, zdesperowanego krzyku. Kluczowy dla singla zdaje się być właśnie element transformacji oraz wielopoziomowych kontrastów, tak wokalnych, jak i instrumentalnych. Niebagatelne znaczenie ma również gościnny występ Marthy Skye Murphy, której głos w znaczący sposób przyczynia się do uzyskania pożądanego efektu gęsiej skórki u słuchacza. Kompozycja utworu oraz wykorzystana przez Squid estetyka sprawiają, że Narrator bez wahania można uznać najlepszym kawałkiem w ich karierze.

Jeśli chodzi o towarzyszący utworowi klip, jego autorem jest Felix Geen. Dominują w nim komputerowo generowane przestrzenie, kojarzone ze stylistyką glitch art. W trakcie teledysku, surrealistycznie tworzone krajobrazy stale zmieniają się, ustawicznie przecząc prawom fizyki. Co więcej, od początku widzowi towarzyszy wykonujący kawałek zespół, pozornie niewzruszony na tle nieogarnionego chaosu. Geen połączył bowiem sferę rzeczywistości prawdopodobnej z fikcyjną. Kontrast staje się dostatecznie wyraźny w drugiej części klipu, kiedy widz konfrontowany jest z wstawkami niepokojących, czarno-białych przedstawień muzyków. Sylwetek nagranych w ciemnościach. Co w efekcie? Digitalowo renderowane złowieszcze gruzy po rozbitych popiersiach artystów.

Pozostaje zatem zakreślić datę 7 maja w muzycznym kalendarzu oraz wyczekiwać ze zniecierpliwieniem premiery Bright Green Field. Z pewnością Squid szykują dla nas więcej zapierających dech w piersiach niespodzianek. 

 

 

 

Tekst: Kajetan Chabin