„Sound Ancestors”, czyli niecodzienny debiut

„Sound Ancestors”, czyli niecodzienny debiut
Okładka albumu "Sound Ancestors" wykonawcy Madlib

Madlib rok 2021 rozpoczyna od wydania szczególnego albumu. Sound Ancestors ujrzał światło dzienne 29 stycznia. Jest swojego rodzaju podsumowaniem jego prawie trzydziestoletniej kariery w świecie hip hopu. Jak doszło do powstania materiału na krążku i na jakiej pozycji plasuje się on w dyskografii artysty?  

Album jest kolekcją 16 nowych utworów, które składają się na nieco ponad 40 minut muzyki. Na pierwszy rzut oka, przynajmniej od strony formalnej, projekt nie wydaje się niczym niecodziennym. Za nietuzinkowym charakterem Sound Ancestors przemawia jednak kilka czynników. 

Przede wszystkim, Madlib od zawsze znany był przede wszystkim ze swoich kolaboracji. W latach 90. był członkiem kolektywu Lootpack. Ponadto, na liście jego współpracowników znajdziemy prawdziwe legendy hip hopu pokroju MF DOOMa (w duecie jako Madvillain), jak również J Dilli, z którym przyjaźnił się i współtworzył projekt pod nazwą Jaylib. Na przestrzeni ostatnich lat muzyk cieszy się także dużą popularnością za sprawą kolaboracji z raperem Freddiem Gibbsem, z którym wydał świetne albumy Piñata (2014) i Bandana (2019).

Co więcej, artysta na swoją reputację zapracował również dzięki nieocenionej pracy w roli producenta muzycznego. W młodości odpowiadał częściowo za dźwięk grupy Tha Alkaholiks. Oprócz wspomnianych projektów, swoje ścieżki krzyżował m.in. z Eryką Badu, Mos Defem, Talibem Kweli, kolektywem De La Soul, Andersonem Paakiem, czy Kanye Westem.

Jednak tworzył też solowe projekty, nierzadko ukrywając swoją tożsamość. Znany był chociażby jako Quasimoto, w praktyce stał się także fikcyjnym, 5-osobowym zespołem jazzowym Yesterday’s New Quintet. Jeśli chodzi o bardziej transparentne wydania pod głównym pseudonimem, przykuł uwagę słuchaczy m.in. Shades of Blue: Madlib Invades Blue Note, gdzie pod swoje dyktando skleił bity zaczerpnięte z archiwów legendarnej wytwórni jazzowej Blue Note Records. W ciągu kariery wydał również niezliczoną liczbę mixtape’ów, krążków instrumentalnych oraz remix albumów.

Dlaczego więc Sound Ancestors to płyta inna niż poprzednie? Zgodnie z zamiarem muzyka, ma być do pewnego stopnia najbardziej przejrzystym i kompletnym projektem w dorobku artysty. Materiałem solowym stworzonym bez zbędnych aliasów, pozbawionym charakteru kolaboracji czy undergroundowego ducha tajemniczości. W pewnym sensie można interpretować go jako najbardziej komercyjną próbę wypromowania charakterystycznego dźwięku Madliba. Tak rozumiane działanie nie oznacza jednak, że proponowane na krążku rozwiązania są zawsze łatwe do przyswojenia.

Co ciekawe, Sound Ancestors to nie do końca dzieło całkowicie indywidualne. Ironią losu pozostaje fakt, że za wybranie odpowiednich sampli i aranżację ich na albumie nie odpowiada sam Madlib, a Kieran Hebden, brytyjski producent muzyki elektronicznej znany szerzej jako Four Tet. Nie powinniśmy jednak czuć się zupełnie oszukani. Hebden pracował nad krążkiem w roli muzycznego montażysty, pozostawiając oryginalne nagrania Madliba i nie manipulując samą ścieżką dźwiękową.  

Jeśli chodzi o materiał na płycie, Sound Ancestors jawi się jako wspomniany już kolaż stylistyczny, w pewien sposób łącząc różne epoki twórczości amerykańskiego producenta. Dla fana instrumentalnego hip hopu i dorobku artysty, będzie ciekawą oraz przeważnie satysfakcjonują okazją do spotkania z legendarnym muzykiem. Album zyskuje z każdym przesłuchaniem, oferując po drodze sporo niespodzianek. Trzeba jednak powiedzieć, że to, co gra na korzyść projektu, przeciętnego słuchacza może odstraszyć – niekonsekwentna forma materiału, abstrakcyjne kompozycje i niespodziewane instrumentalne przejścia.      

Projekt oferuje wiele ciekawych utworów. The Call przypomina stylistykę plunderphonics kojarzoną z australijską grupą The Avalanches. Prawdziwie inspirującymi wokalnymi samplami może pochwalić się za to Road Of The Lonely Ones. W zniekształconą estetykę reggaetonu wpisuje się piszczący Loose Goose. Dynamiczną abstrakcję rodem z twórczości Flying Lotusa zapewnia Hopprock. Upakowaną etniczną energią wybucha tytułowy Sound Ancestors. One for Quartabê / Right Now pachnie płynnie wykorzystywanym przez MF DOOMa popkulturowym humorem.

Na albumie, który wydany został niecałe 10 dni przed 15. rocznicą kultowego Donuts, nie mogło zabraknąć utwóru upamiętaniającego J Dillę. Jako swojego rodzaju hołd dla przedwcześnie zmarłego w 2006 rapera i producenta, Two for 2 – For Dilla imituje jego stylistykę. Z kolei Latino Negro to połączenie pięknie brzmiącej latynoskiej gitary na pierwszym planie z minimalistycznie jazzującą perkusją w tle. W kontraście do niego wyraźnie rysuje się ciężki hip hopowy bit i piłująca elektronika w następnym utworze, The New Normal. Rozczulające jest zakończenie płyty – na Duumbiyay Madlib sampluje śpiewy afrykańskich dzieci, niezwykle rytmizując ich wokale bogatą szatą nakładających się na siebie dźwięków.

Sound Ancestors jest pokaźną kolekcją, przyjemnie grających w tle hip hopowych utworów instrumentalnych. Chyba nikt nie spodziewał się po Madlibie, że będzie inaczej. Album może zawodzić pod względem spójności i przejrzystości – zdecydowanie nie jest to opus magnum amerykańskiego producenta. Wraz z Sound Ancestors Madlib wypuścił swój pełnoprawny materiał solowy oraz spełnił prośbę Four Teta. Można mieć zatem nadzieję, że skupi się na robocie, którą umie najlepiej. Jest nią prowokowanie współpracowników do wykorzystywania pełni swoich możliwości.

 

Tekst: Kajetan Chabin