Ścieżka dźwiękowa z filmu „Mank”, czyli małpka kataryniarza w krzywym zwierciadle

Ścieżka dźwiękowa z filmu Mank, czyli małpka kataryniarza w krzywym zwierciadle
Kadr z filmu "Mank" reż. David Fincher prod. Netflix

W grudniu ubiegłego roku na platformę Netflix trafiło najnowsze dzieło Davida Finchera. Mank opowiada historię powstania scenariusza do Obywatela Kane’a, legendarnego filmu z 1941 w reżyserii Orsona Wellesa. Jak prezentuje się ścieżka dźwiękowa z netflixowej produkcji? 

Soundtrack jest wynikiem ponownej współpracy Finchera z Trentem Reznorem i Atticusem Rossem, członkami industrial rockowej grupy Nine Inch Nails. Przy okazji Manka, muzycy już po raz czwarty interpretują filmowe wizje reżysera. Na przestrzeni lat, duet komponował do Dziewczyny z tatuażem z 2011 i Zaginionej dziewczyny z 2014. Za ścieżkę do The Social Network z 2010 artyści otrzymali nagrodę Akademii.

Z początku mogłoby się wydawać, że ponad pięćdziesięcioletni rockmani spod szyldu Nine Inch Nails nie byliby najodpowiedniejszymi kandydatami na muzycznych kuratorów filmu. Jakby nie patrzeć, Reznor współtworzył przecież mroczną alternatywę lat 90. – skomponował tak kontrowersyjne i niepokojące przeboje jak Closer, Hurt czy Head Like a Hole. Nie ulega jednak wątpliwości, że duet od samego początku współpracy chciał w pewien sposób odciąć się od industrialnego dziedzictwa NIN i spróbować czegoś nowego. Reznor i Ross za każdym razem poszerzali swoje muzyczne horyzonty i nieustannie eksperymentowali. Od hipnotycznych, elektronicznych kompozycji z The Social Network, przez minimalistyczny i enigmatyczny ambient z Zaginionej Dziewczyny, po pierwsze całkowicie jazzowe utwory w serialu Watchmen, stworzonym dla stacji HBO przez Damona Lindelofa. Swoim geniuszem i kunsztem muzycznym udowadniają, że wyśmienicie zrealizują każdą zleconą im robotę.

W 2020 po duecie Reznor/Ross można by się spodziewać wszystkiego. Niemniej jednak, ścieżka dźwiękowa do Manka okazuje się krokiem bezprecedensowym. Z jednej strony, zmiana stylistyki na swingujący jazz rodem ze złotej ery Hollywood jest niezwykle odświeżająca. Z drugiej jednak, przy okazji nowego dzieła Finchera, muzycy realizują dobrze znane postulaty oraz w pewien sposób spinają swoją dotychczasową twórczość filmowo-serialową. Widz ma do czynienia zatem ze świadomie kreowaną przestrzenią muzyczną. Artyści nie małpują epoki czy instrumentalnych pierwowzorów z lat 30., a tworzą adekwatny komentarz z dzisiejszej perspektywy. Mieszanka estetyki dawnej i współczesnej skutkuje postmodernistyczną wizją ścieżki dźwiękowej do czarno-białego filmu retro – zupełnie jak sama produkcja, w której reżyser nie kopiuje i nie powiela w oczywisty sposób schematów Obywatela Kane’a.

Wersja podstawowa soundtracku to nieco ponad półtorej godziny muzyki, na którą składają się aż 52 kompozycje. Ilość utworów wynika z fragmentarycznego i retrospektywnego charakteru produkcji. Większość posłużyła za swoiste interludia, krótkie muzyczne komentarze do poszczególnych scen. Logicznym posunięciem było zatem przedstawienie części z nich jako alternatywnych wersji jednego motywu. Niektóre słuchacz rozpozna po przejrzeniu listy utworów, inne okażą się mniej oczywistymi niespodziankami. 

Jednym z najpiękniejszych jest zdecydowanie All This Time, który doczekał się aż 6 interpretacji. Niezwykle ważny dla przedstawienia bardziej refleksyjnej strony filmu, motyw zajął szczególne miejsce z jeszcze jednego powodu. W swojej najdłuższej i najbardziej minimalistycznej wersji, utwór stał się pierwszym muzycznym zwiastunem dzieła Finchera. To właśnie All This Time (Happily Ever After) przywita zaintrygowanego odbiorcę na stronie www.thewhitewinecameupwiththefish.com., która reklamowała Manka od października.  Stylizowana na archiwum filmowe, niezwykle estetyczna kolekcja zbiera ponad 200 unikalnych zdjęć i filmów, zarówno w formie kadrów z samej produkcji, jak i materiału zza kulis. Oprócz wariantu All This Time, usłyszymy również Welcome to Victorville, utwór ponury i złowieszczy w swojej naturze, którego odpowiednikiem na albumie jest także Means of Escape. Z kompozycji promocyjnych uwagę przykuwa też melancholijna A Rare Bird (Reprise), na krążku widniejąca dodatkowo w wersji podstawowej oraz pod postacią Forgive Me. Jeśli chodzi o bardziej skoczne partie, na stronie internetowej przygrywa nam żywiołowa alternatywa motywu słyszanego na M.G.M oraz Scenes from Election Night.

Przykładów różnych interpretacji jednej melodii jest na albumie więcej. Reznor i Ross pokusili się o budujący napięcie dyptyk The Organ Grinder/The Organ Grinder’s Monkey, który nawiązuje do filmowej metafory z kluczowej sceny. Organiczną całość tworzą też dynamiczne i optymistycznie brzmiące You Wanted to See Me? i Glendale Station. Wreszcie, enigmatycznym zwieńczeniem kolekcji może być para An Idea Takes Hold wraz z Marion’s Exit. Słychać w nich wyraźnie charakterystyczny styl duetu, kojarzony chociażby z ich muzyki do filmu dokumentalnego Leonarda DiCaprio Before the Flood z 2016. 

Na ścieżce dźwiękowej nie brakuje oczywiście utworów nieposiadających dodatkowego odpowiednika. Warto zwrócić uwagę na kompozycje (If Only You Could) Save Me i Way Back When. Są dobrym przykładem wykorzystania przez artystów stylistyki lo-fi, dzięki której muzycy oddają prawdziwie zamierzchłe, analogiczne brzmienie starych nagrań. Nie da się nie wspomnieć także o A Fool’s Paradise, gdzie obok saksofonu, pierwszoplanowy rytm wybijają dźwięki maszyny do pisania. 

Na zakończenie należy również podkreślić jak istotną rolę pełnią utwory takie jak First Dictation oraz Mank-heim, których konstrukcja bardzo czytelnie burzy iluzję filmu z epoki. Z kompozycyjnego i producenckiego punktu widzenia, nie miałyby prawa znaleźć się w czarno-białej produkcji z lat 30. czy 40. XX wieku. Ich oniryczny charakter przypomina odbiorcy, że słucha przecież soundtracku Trenta Reznora i Atticusa Rossa, współczesnych kompozytorów filmowych. Są więc istotną składową wspomnianego już postmodernistycznego dualizmu stylistycznego Manka.                 

Podobnie jak w przypadku innych świetnych ścieżek dźwiękowych, albumu Mank (Original Music Score) słucha się wyśmienicie również poza seansem filmowym. Nie będzie też zaskoczeniem stwierdzenie, że aby ją docenić, nie trzeba nawet zapoznawać się z alternatywną produkcją Finchera. Nie zawsze też można. Wizja reżysera z pewnością do lekkostrawnych nie należy, zarówno merytorycznie, jak i stylistycznie. Jest jednak podróżą zdecydowanie wyjątkową i urzekającą. Mank to w końcu czarno-biała netflixowa superprodukcja na podstawie oryginalnego scenariusza Finchera seniora, na srebrnym ekranie w rolach głównych występują Gary Oldman, Amanda Seyfried oraz Charles Dance, a za kamerą stoi sam Fincher junior, wspomagany flagowym brzmieniem najgorętszego obecnie duetu kompozytorskiego. Trudno o bardziej wyrafinowane połączenie talentów. 




Tekst: Kajetan Chabin