Rozmawiamy z Pike o makijażu, inspiracjach i Donatelli Versace

Rozmawiamy z Pike o makijażu, inspiracjach i Donatelli Versace

Ruszamy z nową serią, w której przedstawimy obiecujących artystów polskiej sceny dragowej. W pierwszym odcinku rozmawiamy z bardzo młodym i utalentowanym Wojtkiem z Warszawy, który wciela się w uwielbiającą wszystko co się świeci, przepiękną Pike.

Czym jest dla Ciebie drag?

Drag jest dla mnie formą ekspresji, wyrażania siebie najprawdziwiej, jak się da i pokazania tego, co siedzi w środku artysty. Makijaż się z tym łączy, pozwala dojść do celu tego, co się chce pokazać.

Od małego dziecka chciałem występować na scenie, ale wiadomo – wtedy drag nie był jeszcze tak spopularyzowany i nie wiedziałem jeszcze nawet, że coś takiego istnieje. Zawsze chciałem robić coś artystycznego, czy to rysować, czy tańczyć, ale nie mogłem znaleźć jednej, stałej rzeczy, którą mógłbym się zajmować, aż w końcu w gimnazjum koleżanka pokazała mi program RuPaul’s Drag Race, który bardzo mnie zainspirował. Przez kilka lat nie zrobiłem nic w kierunku dragu, aż po swojej pierwszej Paradzie Równości w 2019 roku, kiedy zobaczyłem drag queens na żywo. Wtedy przekonałem się, że to jest właśnie to, co chcę robić.

Jak się rozwinąłeś w trakcie tych dwóch lat na scenie?

Zmieniło się na pewno bardzo dużo. Kluczowym, najważniejszym elementem było dla mnie zgolenie brwi, to bardzo pomogło. Oczywiście ręka też się wyćwiczyła przy codziennym malowaniu. Miałem okres w drugiej technikum, kiedy dzień w dzień po powrocie ze szkoły ćwiczyłem makijaż. To mógł być codziennie ten sam, jeden make-up, ale robiłem go regularnie.

Mam jeden, klasyczny dla Pike makijaż, więc samo malowanie zajmuje mi około godziny czterdzieści, ale do tego dochodzi jeszcze ubranie się, założenie peruki, wiele różnych rzeczy, i to się czasami wydłuża.

Czy drag to kosztowna inwestycja?

Jest kosztowny, ale da się go wykonywać także bez funduszy. Makijaż można bez problemu zrobić drogeryjnymi kosmetykami, ja także takich używam. Produktami ze średniej półki da się na pewno wykonać dobry makijaż. Czasami ciężej się z nimi pracuje, ale da się to zrobić. No i wiadomo – peruki trochę kosztują, ale rozwiązaniem może być kupienie najtańszej i założenie na nią beretu, i już się dobrze wygląda. Co do zasady drag jest kosztowny, ale wcale nie musi taki być.

Od kogo czerpiesz inspirację?

Moim dragowym vibem, jeśli mogę tak to nazwać, na początku było bycie instagramową modelką, taką makijażową dziewczyną, potem ona się przerodziła w estetykę Gucci lat 90., kiedy dyrektorem kreatywnym marki był Tom Ford, a ostatnio doszedł do tego taki, powiedzmy, przestępca z kreskówki, i teraz to wszystko jest ze sobą zmieszane [śmiech]. Moimi top 3 ulubionymi drag queens są Halessia z São Paulo, Bay Kendoll, córka Gothy z RuPaul’s Drag Race UK, i Naomi McMenamy z Hiszpanii. Interesuję się nimi już naprawdę długo, dokonania Naomi obserwowałem jeszcze zanim zająłem się dragiem. Nie są to szczególnie rozpoznawalne osoby, lubię inspirować się dragiem z lokalnych scen.

W takim razie jakie są Twoje ulubione lokalne drag queens?

Ja mam tak, że jeśli podziwiam jakiegoś artystę, to staram się do niego zbliżyć, więc moimi ulubionymi polskimi drag queens są jednocześnie moje dragowe siostry. Na pewno będzie to Perwersja , Alexa Norgan, Paranoia, The Cadence, Eyeris i Mandragora. Z polskiego dragu to są osoby, z którymi się trzymam, i których sztukę bardzo szanuję.

Jakie są Twoim zdaniem najważniejsze rzeczy, na które należy zwracać uwagę podczas robienia makijażu dragowego?

Moim zdaniem najważniejsze są brwi oraz ogólnie obszar makijażu oka – to miejsce can make or break your face. To jest najważniejszy etap, bo oczy zmieniają wszystko, cały wygląd twarzy. Kiedy robię swój make-up, to dopóki nie skończę oczu, nie widzę tej transformacji. Mogę mieć niewykonturowaną twarz czy niezrobione usta, ale oczy zawsze muszą być wykonane.

Zawsze robię baking, nie wyobrażam sobie bez niego makijażu. Game changerem było też dla mnie przerzucenie się z podkładów wodnych na produkty na bazie oleju, które według mnie lepiej wyglądają na zdjęciach, i można dzięki nim uzyskać efekt gładszej twarzy.

Oprócz podkładu Makeup Revolution Fast Base Stick nie wyobrażam sobie obecnie mojego makijażu bez brokatowego pigmentu z MIYO. Kiedyś używałem go tylko jako rozświetlacza, a teraz stosuję go na całą twarz, bo ja się w dragu zawsze świecę, i ostatnio w mniejszej ilości także na co dzień jako Wojtek. I jeden pigment podobny do tego z MIYO, ale z paletki Makeup Revolution X Alexis Stone.

Odkąd zacząłem się malować, czyli jeszcze zanim zająłem się dragiem, największym problemem jest dla mnie symetria w makijażu. W czasie, kiedy robiłem bardzo wysokie brwi, do każdego zdjęcia pozowałem tak, żeby nie było widać, że zaczynają się w delikatnie innym miejscu. Cały czas nad tym pracuję. Czasami trudne do zrobienia mogą być kreski, ale to naprawdę da się wyćwiczyć.

Kiedy robisz makijaż, czerpiesz inspiracje z tutoriali czy działasz intuicyjnie?

Intuicyjnie. Mam swój określony, dopracowany styl makijażu, a czasem lubię zmienić brwi albo zrobić coś więcej na oku, bo zazwyczaj są to tylko kreski. Zdarza mi się poszaleć, ale wszystko robię po swojemu. Jedynie na początku oglądałem tutoriale, na przykład Cosmo Queens, i w sumie moja charakterystyczna twarz powstała po modyfikacji make-upu Naomi Smalls, którą bardzo wtedy lubiłem. Trochę zmniejszyłem brwi, trochę skróciłem, dodałem co nieco na oku i po dwóch latach jesteśmy tu.

Zdarza Ci się odwzorowywać postacie, na przykład jakiś czas temu ucharakteryzowałeś się na Donatellę Versace. Starasz się jak najwierniej oddać oryginał, czy dokonujesz raczej luźnej interpretacji najbardziej charakterystycznych cech?

Zawsze, gdy się kimś inspiruję, to robię twarz Pike i dodaję do siebie elementy, które najbardziej mi podobają w danej osobie. W przypadku Donatelli Versace były to przydymione oczy i nude’owe usta obrysowane brązową kredką.

Biorąc pod uwagę, że robisz drag od dwóch lat, kiedy nastąpił moment, w którym poczułeś się w tym naprawdę dobry i znalazłeś swój kierunek?

Z dragiem jest tak, że zawsze jak się pomalujesz, to patrzysz na siebie i myślisz “wow”, bo wyglądasz zupełnie inaczej i nie jesteś przyzwyczajony do tego obrazu. Myślisz “wow, to jest mój najlepszy wygląd, no super, to jest to”, a potem po pewnym czasie oglądasz te zdjęcia i uważasz, że to jednak nie było to. Moment, kiedy rzeczywiście stanąłem przed lustrem i poczułem, że makijaż, który mam na sobie, to jest mój vibe, miał miejsce podczas mojego pierwszego wyjścia w dragu, we wrześniu 2019, podczas bingo z Charlotte. To były trzy miesiące od kiedy zostałem drag queen.

Rozmawiała: Marta Drzewiecka