Oscary 2021, czyli droga bez powrotu

Oscary 2021, czyli droga bez powrotu
Źródło: Wikipedia Commons

93. Gala rozdania Oscarów już za nami. Jakie znaczenie dla przyszłości branży miała tegoroczna ceremonia?

W tym roku gala rozdania Nagród Akademii Filmowej była wyjątkowa pod wieloma względami. Kameralna ceremonia, zorganizowana wedle wytycznych sanitarnych, nie obyła się bez zaskoczeń i kontrowersji.

Po raz pierwszy i ostatni

Yuh-Jung Youn została pierwszą koreańską aktorką, która otrzymała Oscara, natomiast Chloé Zhao jako pierwsza Chinka, pierwsza kobieta o innym kolorze skóry niż biały i druga kobieta w historii, odebrała statuetkę za najlepszą reżyserię. Mia Neal i Jamika Wilson zostały pierwszymi czarnoskórymi kobietami z Nagrodą Akademii za najlepszą charakteryzację.

Anthony Hopkins został natomiast najstarszą osobą z Oscarem, odbierając statuetkę w wieku 83 lat. Jednak bardziej niż kolejny pobity rekord, szokują okoliczności przyznania nagrody dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Wszyscy bowiem spodziewali się, że Oscara w tej kategorii otrzyma Chadwick Boseman.

Nie bez powodu używam określenia wszyscy. Trzeba przyznać, że wskazywało na to wiele czynników. Boseman zmarł w sierpniu zeszłego roku na raka, w wieku 43 lat. Za swoją ostatnią rolę w filmie Ma Rainey’s Black Bottom otrzymał Złoty Glob, Nagrodę Gildii Aktorów i Critics Choice Awards. Oprócz nieprzerwanej serii zwycięstw, tym co wskazywałoby na przyznanie Bosemanowi Oscara, była sama kolejność ogłaszania zwycięzców i zwyciężczyń. Wyjątkowo w tym roku nagroda dla najlepszego aktora została przeniesiona na sam koniec ceremonii. Sądzono, że w ten sposób Akademia planuje uczcić pamięć zmarłego aktora.

Making history

Hasło making history już od dawna towarzyszy gali Oscarów. Rokrocznie dowiadujemy się o kolejnej statuetce przyznanej po raz pierwszy, ze względu na płeć, kolor skóry czy kraj pochodzenia zwycięzcy czy zwyciężczyni. Niewątpliwe świadczy to o zmianach w tej na wskroś hermetycznej branży. Osobiście jednak wolałbym mówić tutaj nie o zmianach, których dowodem miałyby być statuetki tworzące historię, tylko o zmianach, które dzięki nim nadejdą.

Odejście od amerykocentrycznego myślenia branży filmowej prawdopodobnie najtrafniej nazwał w zeszłym roku Bong Joon-ho. Gdy przebrniesz barierę napisów, która ma zaledwie cal wysokości, odkryjesz tak wiele niezwykłych filmów.mówił reżyser filmu Parasite, który na ostatniej gali zdobył aż cztery Oscary. Jego słowa zapowiadały w moim mniemaniu nie tylko otwarcie branży na kulturę azjatycką, ale jej reformę na wielu różnych płaszczyznach.

Z kin na laptopy i z powrotem

O reformie spełnionej mówić możemy natomiast w kontekście pozycji serwisów streamingowych. Czy ktoś pamięta jeszcze rok 2017 i premierę filmu Okja na Festiwalu Filmowym w Cannes? Produkcja autorstwa wspomnianego wyżej Bong Joon-ho została wybuczona przez widownię gdy zobaczyli otwierające ją logo Netflixa.

Czy dzisiaj możemy wyobrazić sobie taką sytuację? 93.

Gala rozdania Oscarów była de facto polem walki Netflixa z Disneyem. Należy pamiętać, że Searchlight Pictures odpowiedzialne za produkcje zdobywcy nagrody głównej Nomadland jest odnogą studia Walta Disneya. Tymczasem produkcje Netflixa zostały w tym roku nominowane aż 35 razy. To głównie za sprawą filmu Mank, który otrzymał aż 10 z nich. The Trial of the Chicago 7 wsparło go aż 6 nominacjami.

Królowanie Netflixa na Oscarach nie jest jednak żadną nowością i tym bardziej nie powinniśmy zrzucać tego na karb pandemii. W zeszłym roku The Irishman również otrzymał 10 nominacji (choć nie zwyciężył w żadnej kategorii), natomiast rok wcześniej tyle samo otrzymał film Roma (który do domu zabrał 3 statuetki).