Młody Dzban kontra polski rap

Młody Dzban kontra polski rap
Grafika: Halina Nowocień

Najnowsze EP od Młodego Dzbana – Lovesongi, których nie puszczą w polskim radiu to album, który jest nie tylko dobry, ale przede wszystkim potrzebny.

Choć polski rap kiełkuje już od końca lat 90tych ubiegłego stulecia, na przestrzeni ostatnich kilku lat jesteśmy świadkami jego zaskakującego rozwoju. Nie mam tu na myśli jedynie podboju mainstreamu przez Taco Hemingwaya i Quebonafide. Polski rap przestał być jedynie komentarzem z bloków czy opisem imprezy. Nasza rodzima odmiana tego gatunku niekontrolowanie rozkwitła w bardzo zaskakujących kierunkach. Zmian możemy doszukiwać się nie tylko na płaszczyźnie muzycznej, ale przede wszystkim w liryce utworów.

Młody Dzban to artysta, który dopiero stawia pierwsze kroki w mainstreamie. To głównie za sprawą jego zeszłorocznego EP Życie na parkingu i współpracy ze Zdechłym Osą, który w tym roku niejednokrotnie wylądował na youtubowej liście na czasie. Już wiemy, że Dzbana nie powinniśmy lekceważyć. Jego teksty, tak jak i ksywa, w pierwszej kolejności mogą wydawać się wulgarne, proste i powierzchowne, po wnikliwej analizie okazują się jednak pełne wartości, których we współczesnym rapie bardzo potrzebujemy.

Polski mężczyzna doszedł do ozdrawiających duszę wniosków, z których każdy powinien brać przykład. Powiedział on, że już nie szuka kury, która znosi złote jajka, a szuka kury, która zniesie alkoholika z borderem. – słyszymy w outro jednego z numerów na najnowszym EP Dzbana Lovesongi, których nie puszczą w polskim radiu. Minialbum wrocławskiego rapera imituje materiał radiowy polskiej stacji. Jest to wyraźny pastisz odgórnie kontrolowanych programów państwowych. Na albumie nie brakuje też komentarzy dotyczących Strajku Kobiet i krytyki radykalnych grup narodowych. Komizm Dzbana nie zatrzymuje się jednak na tym.

Prawdopodobnie najwyraźniej atakowanym na albumie konstruktem jest toksyczna męskość. Dzban na najnowszym EP ukazuje mężczyznę w krzywym zwierciadle: wyśmiewa ślepą agresję, przedmiotowy stosunek do kobiet i homofobię. Śmieje się z figury „blokowego samca”, który podrywa chamstwem i dyskutuje pięścią.

Właśnie takiego materiału potrzebuje polski rap.

Po pierwsze dlatego, że jest tak świeży. Nie mogę znaleźć innego polskiego rapera, który w ten sposób konstruowałby swój komentarz do polskiej rzeczywistości. Forma, którą obrał Dzban jest tutaj ogromnie istotna. Stanowi świetną przeciwwagę do trapowo-emo-rapowego środowiska. Choć Dzban też popełnił kilka tego typu numerów (głównie patrząc na jego współpracę z Osą), większość jego twórczości stanowią utwory komiczne i raczej wyśmiewające dane zachowania czy schematy.

Odważne ustosunkowanie się do sytuacji politycznej i realiów społecznych też są ogromnie ważne dla polskiego rapu. Piszę to pamiętając o Taco i Polskim Tango. Uważam, że propozycja Dzbana jest o tyle silniejsza, że opiera się na wyśmiewaniu, a nie piętnowaniu. To wzbudza zdecydowanie mniej skrajnych reakcji, a komentarz pozostaje równie wyraźny. W ten sposób Dzban faktycznie oddziałuje na odbiorcę. A wszystko to pod genialny, autorski bit.

Młody Dzban zaskakuje tym jak świadome są jego produkcje. Nie owija w bawełnę i szczerze opisuje swoje przemyślenia, ubierając je w komiczną i czytelną formę. W swoich numerach promuje wartości, o których wciąż rzadko słyszymy w polskim rapie. Wszystko to jest jedynie ubrane w banał i wulgarność. W końcu wielu bohaterów potrzebuje maski.