„For the First Time” – głos nowego pokolenia?

„For the First Time” – głos nowego pokolenia?
Źródło: Bandcamp

Na premierę niektórych albumów w 2021 czeka się ze szczególnym rodzajem  podniecenia. Jednym z nich jest For the First Time grupy Black Country, New Road. Dlaczego debiut brytyjskiego kolektywu typowany był do płyt roku jeszcze przed jego wydaniem 5 lutego?

Septet w obecnym kształcie gra od 2019 i szybko zdobył popularność za sprawą singli Athens, France oraz Sunglasses. Grupę nazwano „najlepszym zespołem na świecie”, a wielu krytyków i fanów zaczęło upatrywać w ich twórczości realnej zmiany w świecie undergroundowego rocka. Szum medialny wokół nowicjuszy gatunku gęstniał. Z zaledwie dwoma singlami na koncie, grupa wyprzedała koncerty w Wielkiej Brytanii. W kontraście do muzyki, jaką wykonują, stoi ich sposób prezentacji – artystki i artyści z Black Country, New Road wyglądają jak grzecznie ubrana paczka przyjaciół, którą równie dobrze moglibyśmy spotkać na okładce podręcznika językowego. Powszechnie znane jest także ich zamiłowanie do stockowych obrazów, które wykorzystują przy okazji wydań muzycznych i w teledyskach.  Porównywani przez krytyków do amerykańskiego zespołu Slint, twórców legendarnego krążka Spiderland z 1991, sami chcieliby zostać następnym Arcade Fire. Jaka przyszłość realnie rysuje się przed kolektywem?

For the First Time składa się zaledwie z 6 utworów, które trwają w sumie 40 minut. Album tworzą w większości single, co na pierwszy rzut oka może kojarzyć się z niedbale skomponowanym krążkiem, charakterystycznym dla niszowego debiutu. Jednak o ile Science Fair oraz Track X promowały projekt bezpośrednio przed jego wydaniem, tak zarówno Sunglasses, jak i Athens, France, pojawiają się na krążku w innych wersjach. Decyzja o odświeżeniu brzmienia pod kątem pełnoprawnego wydania wyszła grupie na dobre – w kontekście całego projektu kawałki zaskakują i emocjonują na nowo.

Album prezentuje się jako materiał ambitny zarówno sonicznie, jak i z lirycznego punktu widzenia. W obydwu przypadkach, wyraźnie improwizatorski i eksperymentalny charakter debiutu, nie przypadnie do gustu każdemu. Warstwę tekstualną można by określić jako na ogół prostą, abstrakcyjną poezję, częściej mówioną, niż śpiewaną przez wokalistę zespołu. Za jej pomocą grupa buduje absurdalne i niepokojące obrazy, które składają się na ekspresyjne oraz kontrastowe środowisko mentalne współczesnego młodego człowieka. Jeśli chodzi o towarzyszący liryce podkład, dźwięk Black Country, New Road to połączenie post-punku, rocka eksperymentalnego oraz jazzowej improwizacji. Silnie zaznacza się także inkorporowanie elementów kojarzonych z żydowską muzyką klezmerską.

Materiał proponowany przez kolektyw zachwyca od początku do końca. Złożony koloryt emocji i doznań, który serwuje zespół, a także świetna kompozycja i produkcja w obrębie poszczególnych utworów, składają się na prawdziwie nieoczywistą podróż w głąb ludzkiej psyche. Już wprowadzający Instrumental, pozbawione tekstu ponad pięciominutowe progresywne intro, doskonale przygotowuje słuchacza na konfrontację ze złożonym instrumentarium grupy. Jest wyśmienitym utworem wprowadzającym, które wprawia w zachwyt swoją dynamiką i budowaniem napięcia.

Następujący po nim Athens, France okazuje się najbardziej przestrzenną i nieoczywistą kompozycją na albumie. Kawałek przechodzi ciągłe przeobrażenia, a poszczególne części przeplatają minimalistyczne, bardziej spokojne partie instrumentalno-wokalne. Jednocześnie utworowi towarzyszy nieustanny refren z pięknie brzmiącym saksofonem. Przy okazji Athens, France można mówić o wyraźnych podobieństwach z twórczością Slint.

Podobne nawiązania widać na Science Fair, który na powrót przypomina o szaleńczej energii kolektywu. Od początku w utworze zaznacza się charakterystyczne elektroniczne dudnienie, które, wraz z improwizacjami instrumentalnymi oraz drgającym wokalem, składają się na niepokojący obraz toksycznej miłości. Ostatecznie, proponowana przez zespół melodia, prowadzi słuchacza do wybuchu dźwięków, przytłaczającego ukoronowania kompozycji.

Najdłuższym, prawie 10-minutowym kawałkiem jest nowa wersja Sunglasses. W pewnym sensie brzmi jak wydłużona aranżacja koncertowa – towarzyszy jej długie, proste gitarowe intro, a także bardziej ekspresyjne recytacje wokalisty, które zamieniają się niekiedy w śpiew. Przedstawioną odsłonę cechuje również wyraźnie czystsza produkcja w porównaniu do oryginału. O ile jest niezwykle porywającą alternatywą singla z 2019, można mieć jednak wątpliwości, czy na dłuższą metę przypadnie fanom do gustu bardziej od pierwowzoru. Niemniej jednak, Sunglasses to wyśmienity oraz rozbudowany opis złamanej samooceny zdesperowanej jednostki, który nieustannie trzyma słuchacza w napięciu i raz za razem odbiera mu mowę.

Za chwilę oddechu po tak wyczerpującym kawałku służy Track X, najbardziej przyjemny i spokojny utwór na albumie. Minimalistyczny instrumentalnie, a zarazem niezwykle charakterystyczny, koi zmysły elektroniczną aranżacją, czarującymi skrzypcami i żeńskim wokalem wspierającym. Co ciekawe, do pewnego stopnia w ogóle nie wpisuje się w styl zespołu. Stanowi jednak idealne odprężenie przed wielkim finałem. 

Klamrą projektu okazuje się niezwykle kreatywny i zaskakujący Opus. Z pewnością będzie można zaliczyć go do najbardziej udanych zakończeń albumów muzycznych w 2021. To prawdopodobnie jeden z najlepszych utworów roku w ogóle. O ile Instrumental zapowiadał elementy tradycyjnie żydowskie występujące na krążku, na ostatniej kompozycji grają one pierwsze skrzypce. Opus to huśtawka nastrojów, połączenie obłędu eksperymentalnej grupy Swans z tradycją folkową muzyki klezmerskiej. Cała kompozycja składa się z trzech następujących po sobie momentów wyciszenia, które stopniowo przeradzają się w opętańczy, dynamiczny rytm. Energiczne sekwencje można porównać do czystego ognia, który smaży wszystko co stanie na jego drodze. Jak na septet przystało, kończy się złożoną wirtuozerią chaosu oraz instrumentalnej improwizacji przy akompaniamencie krzyków wokalisty, by później słodko rozpłynąć się w powietrzu.

Czy For the First Time stanowi koniec muzyki rockowej? Zespół nie przemeblowuje z marszu jej definicji i nie proponuje zupełnie nieznanych rozwiązań, aczkolwiek wykazuje niezwykłą energię oraz kreatywność. Czy Black Country, New Road to „najlepszy zespół na świecie”? O ile na debiucie nie do końca jeszcze określił swoją drogę, z pewnością ma zadatki na jedną z bardziej wpływowych grup w swojej dziedzinie. Ostatecznie, swoistą nieśmiertelność albumu oraz jego oddźwięk w przyszłości potwierdzi lub obali upływ czasu. Co do domniemanego prymatu w eksperymentalnym nurcie muzyki gitarowej, nie można zapominać o ich kolegach po fachu z Black Midi, którzy okazali się podobnym objawieniem dwa lata temu przy okazji wydania Schlagenheim. Bardziej istotne wydaje się jednak wypatrywanie odpowiedzi muzyków z grupy Squid, debiutujących pełnoprawnym krążkiem w maju. Jeśli zaś chodzi o bohaterów artykułu, zagrają jedyny polski koncert w Warszawie, w wigilię Święta Niepodległości. Być może nie mogli wybrać lepszej daty na występ w naszym kraju.

Tekst: Kajetan Chabin