„Ants From Up There”, czyli pożegnalny uśmiech wokalisty

Black_Country_New_Road_at_the_Wide_Awake_Festival_(51427960540)(2)

Zaledwie rok po ukazaniu się ich debiutanckiego albumu, Black Contry, New Road powracają, by oczarować słuchaczy kolejnym wydawnictwem. For The First Time było płytą niezwykle świeżą, zaskakującą i wymykającą się prostym określeniom, które stosujemy dla gatunków muzycznych. Czerpiąc w dużej mierze z brzmienia post-punk, free-jazz czy muzyki etnicznej, łącząc to jednocześnie z nerwową melorecytacją lidera grupy – Isaac’a Wood’a, BC, NR maluje swoją muzyką niezwykle emocjonalny pejzaż. Oczekiwanie na ich drugą płytę Ants From Up There nie trwało długo, jednak przemiana jaka dokonała się w zespole, ich sposobie tworzenia i stylistyce utworów, sprawia wrażenie jakby oba albumy dzieliły lata świetlne. Zachowując najbardziej błyskotliwe elementy ich twórczego podejścia do muzyki, stworzyli album jeszcze bardziej spójny, pełen emocjonalnego rozedrgania i wybitnych poematów Isaac’a.

O czym warto powiedzieć, przed rozpoczęciem tak trudnego zadania jakim jest interpretacje i ocena albumu pokroju Ants From Up There, są okoliczności otaczające jej nadejście. Po ukazaniu się 4 enigmatycznych singli, ekscytacja i zachwyt fanów mogły tylko rosnąć w miarę zbliżania się premiery AFUT. Jednak zaledwie 5 dni wcześniej, 31 stycznia, na profilach zespołu w mediach społecznościowych pojawiła się 3-częściowa informacja. Co na pewno było zaskoczeniem dla wszystkich, biorąc pod uwagę nadchodzący album i to jak prężnie rozwijał się zespół do tej pory, notka ogłaszała odejście z zespołu wokalisty, Isaac’a Wood’a. W pięciu zdaniach, z których składał się jego list pożegnalny, mówi o trudnościach z jakimi borykał się w ostatnim czasie. Z notatki dowiadujemy się, że Wood zmagał się od miesięcy z poczuciem strachu i smutku, które uniemożliwiały mu dalsze występowanie. Z tego powodu uznał, że jedynym wyjściem jest koniec współpracy z zespołem. Jednak mimo, że tak późno i niespodziewanie ogłosił swoją decyzję, słuchając Ants From Up There nie da się uniknąć poczucia, że planował to już od dawna. Owe wydarzenia otwierają cały szereg możliwych interpretacji dla kompozycji składających się na najnowsze wydawnictwo BC, NR.

Black Contry, New Road rozpoczyna nasze doświadczenie od trwającego niespełna minutę, instrumentalnego Intro. Napisane w metrum 5/4, prezentuje całą gamę wykorzystywanego przez grupę instrumentarium i stanowi zapowiedź brzmień, które odkrywać będziemy w miarę słuchania albumu.

Ten z marszu rzuca nas w objęcia chyba najbardziej skocznego i śpiewnego utworu, Chaos Space Marine. Utrzymane w klimacie transkontynentalnej, rockowej odysei, opowiada o przygodzie czy też podróży i zmianach, których doświadcza podmiot liryczny. Mówi, że porzuca coraz bardziej naciskające na niego społeczeństwo, zakopuje topór wojenny, gdzieś między oknem (symbolem tejże ucieczki?), a królestwem ludzi i usuwa się w cień, by jako niewiele znaczący robak, znaleźć nowy dom. Aranżacja utworu dodatkowo angażuje słuchacza, z początku ciągnącym się przez pierwszą zwrotkę, stepującym pianinem, później stosując tak dobrze znane zagrywki w stylu call & response, kiedy to powracający motyw przewodni przerywa Isaac’owi w pół wersu In time you will find these things take up… . Prawdziwie popisowy i pełen uroku kawałek. A to dopiero początek.

Następna kompozycja Concorde z pewnością nie jest najbardziej ambitnym czy widowiskowym utworem, jaki znajdziemy na albumie. Stanowi jednak jego bardzo ważny element, w oczywisty sposób kojarząc się z widocznym na okładce samolotem (nie concorde’m). Nawiązuje również do wszechobecnego na płycie motywu bycia niezauważalnie małym i nieznaczącym z odległej perspektywy. Na tle walcowego rytmu wybijanego przez perkusję, Isaac śpiewa balladę o bólu i tęsknocie towarzyszącej rozstaniu z jego dawną ukochaną. Od pierwszych wersów można poznać jak ogromne jest jego przywiązanie do drugiej połówki, dla której jak mówi, wytwarzał wręcz nowe organy.

Porównuje ją do Concorde’a, samolotu słynącego zarówno z bycia jedną z najnowocześniejszych maszyn latających, która potrafiła podróżować z prędkością większą od dźwięku, jak i z tragicznej katastrofy mającej miejsce przy starcie lotu 4590 w roku 2000, w której zginęli wszyscy pasażerowie odrzutowca. Concorde po 30 latach funkcjonowania, w wyniku społecznych obaw spowodowanych przez wspomnianą katastrofę jak i atak terrorystyczny na World Trade Center, został wycofany z użycia w roku 2003. Porównanie kochanki do Concorde’a w refrenie oraz słowa I was breathless upon every mountain just to look for your light niezwykle silnie rezonują. Słuchając tego utworu ma się poczucie, że doświadczenie takich emocji, jak i zobaczenie Concorde’a w locie, chociażby na ułamek sekundy, są warte każdego wysiłku.

Biorąc pod uwagę odejście Isaac’a utwór można też odnieść do przyszłości BC, NR. Lider przytłoczony sławą i oczekiwaniami nałożonymi na niego przez otoczenie, pomimo wielkiej sympatii dla członków zespołu, decyduje się odejść. Utwór niezwykle imponujący w warstwie lirycznej, co może nie jest zaskoczeniem znając poprzednie teksty Wood’a. Jednak w tej nowej, bardziej czułej odsłonie muzycznej robi przytłaczające wrażenie. Szczególnie wieńczące ją rozedrgane zakończenie, narastająca synergia instrumentów, szybko szarpane struny gitary, synkopowane rytmy perkusyjne, rozhuśtane zawodzenie saksofonu, a nad tym wszystkim Isaac krzyczący Concorde and I, die free this time. Utwór wzruszający, mądry i świetnie wykonany.

Następny kawałek Bread Song to cicha i wolno rozwijająca się kompozycja. Nad delikatnymi dźwiękami gitary, Isaac drżącym głosem śpiewa o poczuciu oddalania się od swojej ukochanej i próbach naprawy związku. Utwór przypomina wzbierające delikatnym przypływem morze, rozpoczynając się tylko cichymi dwu-akordowymi melodiami gitary Luke’a Mark’a, do których dopiero w drugiej zwrotce dołącza jednostajny, wysoki jęk skrzypiec Georgi Ellery. Wraz z rozpoczęciem refrenu pojawia się bas, by zwiększyć uczucie pulsowania utworu. W tle słychać szybkie stuknięcia w ksylofon i uderzenia w talerze perkusyjne. Wszystkie instrumenty zwalniając i przyśpieszając, cichnąc i zwiększając natężenie, sprawiają niesamowite wrażenie. Cała piosenka dzięki temu, że była nagrywana „na setkę” tzn. wszystkie instrumenty jednocześnie (jak z resztą cały album), pozwoliła BC, NR na stworzenie równie dynamicznych i spójnych aranżacji.

Good Will Hunting przynosi trochę ulgi z energicznymi zagrywkami gitar, pianina oraz perkusji. Isaac tym razem z trochę bardziej zadziornym nastawieniem dopowiada kolejne fragmenty opowieści o miłości. Chciałby, żeby druga osoba też była tak zależna od niego, jak on od niej. Marzy o wspólnej przyszłości, z dziecięcym optymizmem opisując przygody w kosmosie, które by przeżył próbując ją urzeczywistnić. Utwór lżejszy, ale również przyjemnie zaskakujący zmianami bicia perkusji czy nieziemskimi syntami May Kershaw. Bardzo dobry dobór po Bread Song pozwalający odetchnąć słuchaczowi.

Szóstą pozycje na albumie zajmuje Haldern. Narastający powoli od saksofonu Lewis’a Evans’a, gitary i pianina, pozbawiony refrenu, znowu pozwala Isaac’owi i jego tekstom płynąć ponad wspólnym wybrzmiewaniem instrumentów. Każdy z nich, doskonale znając swoje zadanie, to pojawia się, by kolektywnie budować napięcie tematu muzycznego, to wycofuje, by dać wybrzmieć innemu, jak to robi pianino przy końcówkach fraz wokalnych. Utwór o nietypowym metrum i nieparzystej liczbie powtórzeń, z których wszystkie składają się na ciekawą dla ucha historię. Delikatnie przyśpieszająca partia grających unisono saksofonu, pianina oraz skrzypiec, które pnąc się coraz wyżej po skalach dźwięku, doskonale kończą ten z początku spokojny utwór.

Mark’s Theme to instrumentalna kompozycja napisana na cześć wujka saksofonisty, Lewis’a. Mark był zagorzałym fanem BC, NR i na początku ich kariery chodził na wszystkie koncerty zespołu, gdzie w pierwszym rzędzie szalał z emocji. Jednak w wyniku zarażenia coronavirusem doznał powikłań, które doprowadziły do jego śmierci na kilka dni przed wydaniem ich debiutu, For The First Time. Bardzo wzruszający kawałek, naturalnie brzmiący saksofon, szumiące preampy i uderzające klapy, zgrywają się pięknie z dołączającym w późniejszych partiach pianinem. Na koniec mamy okazję poznać samego Marka. Słyszymy nagranie z telefonu, na którym wujek saksofonisty bredzi coś beztrosko.

W The Place Where He Inserted The Blade Isaac po raz kolejny porusza temat współzależności bliskich sobie osób. Wyśpiewuje swojej niedostępnej miłości balladę, w której prosi ją o pomoc w najprostszych rzeczach. Enigmatyczny tytuł to nic innego jak wołanie o pomoc w przygotowaniu potrawy według przepisu kulinarnego z Internetu. Widzimy tu powracający motyw technologii. W piosence pojawia się wiele przeplatanych motywów z poprzednich utworów jak Concorde, Good Will Hunting czy też Bound 2, piosenka Kanye’go West’a, który stanowił kluczowe odwołanie w najpopularniejszym kawałku zespołu, Sunglasses. I tried just to stroke your dreams better, but darling I see that you’re not really sleeping również stanowi niejako inną perspektywę sytuacji opisanej na jednym z pierwszych singli zespołu, utworze Athens, France. Oryginalne słowa piosenki, brzmiały She tries to fuck me, I pretend that I’m asleep instead. Jak widać jest to również komentarz do zmian jakie zaszły w Isaac’u, jak i całym zespole, który odnalazł się w zupełnie nowym brzmieniu i stylistyce. The Place Where He Inserted The Blade wykonuje siedmiu muzyków, tytuł składa się z siedmiu słów, jest to siedmiominutowa piosenka, nieoczywista, emocjonalna i pełna nadziei.

Jako przedostanie na albumie wtacza się Snow Globes. Sam tytuł utworu wiele mówi o jego brzmieniu. Rozpoczyna się od dwóch partii gitarowych, grających w tym samym rytmie, jednak meandrujących między sobą wysokością dźwięków. Do nich już po chwili dołączają saksofon i skrzypce, nad którymi zaraz wybrzmiewa wysoki, niebiańsko-kościelny dźwięk syntezatorów May. I wtedy powoli, stopniowo pojawia się perkusja Charliego Wayne’a, który z początku tylko pojedynczymi uderzeniami tworzy szum tła pod wszystkimi innymi instrumentami, podczas gdy Isaac śpiewa o życiu Henry’ego i jego relacji z bogiem pogody i światem. Brzdęki i uderzenia perkusji narastają pod spodem. Im więcej razy wokalista powtarza God of weather, Henry knows, snow globes don’t shake on their own tym głośniejsze staje się free-jazzowe solo Charliego, którego dudniące przejścia po tomach i trzaskające talerze sprawiają wrażenie, jak gdybyśmy sami staczali się w środku śnieżnych kul. Kawałek pełen klimatu i mimo niecodziennych decyzji (takich jak miksowanie bębnów tak głośno), to właśnie dzięki nim nabiera wyjątkowości i staje się niejako katarktycznym przeżyciem.

Album zamyka trwające 12 minut 37 sekund Basketball Shoes. Utwór grany był od długiego czasu przez zespół podczas koncertów i już dawno przed wydaniem AFUT fani słuchali jego nagrań live. Z biegiem czasu przeszedł on wiele transformacji, podobnie jak kilka innych piosenek BC, NR, jednak ten zyskał wyjątkowe miejsce w ich dyskografii. Będąc mini-arcydziełem, w trzech oddzielnych muzycznie, jak i tematycznie częściach, podsumowuje przeżycie jakim jest AFUT, odnosząc go równocześnie do przeszłości zespołu i sytuacji Isaac’a.

Najpierw w powolnym balladowym nastroju przedstawia sytuacje w jakiej podmiot liryczny znajduje się po związku z Concorde porównując się znów do robaka z Chaos Space Marine. Pogodził się z tym, że to już przeszłość, próbuje żyć normalnie, mimo, że nie zawsze mu się udaje. Motyw muzyczny w tej części nad wyraz przypomina spowolnioną melodię Intro albumu. Instrumenty wchodzą jeden po drugim, dając każdemu z osobna czas na wybrzmienie i zjednoczenie się po raz ostatni, pewnie i konsekwentnie budując napięcie. Po krótkim uspokojeniu gitara i skrzypce wprowadzają nas nerwowymi wibracjami w drugą sekwencję utworu. Pełne trzy dźwiękowe melodie Luke’a na gitarze i perkusja Charliego, który wygrywa rytmicznie na hi-hacie, by zaraz wpaść w dobry sprawdzony rockowy beat. Po raz kolejny pojawia się wspomniany już wcześniej w Snow Globes „clamp” będący oczywistym nawiązaniem do utworu Opus. Motyw „clamp” ma zapewne symbolizować starego Isaac’a, którego wszyscy myśleli, że znają zanim zaskoczył ich decyzją o odejściu oraz tym jak zmienił swój sposób tworzenia tekstów i ich nastrój. Jest to krzywy uśmiech do starego siebie jak i fanów.

W wielkim finale Black Country, New Road powracają do korzeni i serwują nam zakończenie do złudzenia przypominające erę For The First Time: powolnie uderzające przesterowanej gitary zgranej z akordami pianina, uwypuklone przez pojedyncze uderzenia stopy perkusyjnej i do tego chórki dziewczyn. Melancholijny moment dla każdego fana. Septet powraca po raz ostatni z nowym motywem, nad którym Isaac wyśpiewuje swoje pożegnanie. Krzyczy, że próbuje zapomnieć o Charlie (XCX), do której odwoływał się w lwiej części oryginalnego tekstu Basketball Shoes. Zostawiając nas ze słowami Your generous loan to me, your crippling interest, w dwóch zwięzłych linijkach jednocześnie wyraża wdzięczność fanom i pokazuje przez co przechodził wprost przed naszymi uszami. Emocje dudniące wszędzie w tej menażerii dźwięków tworzonej przez May, Georgie, Tyler, Lewis’a, Luke’a, Charli’ego i Isaac’a, tak monumentalnej, barwnej i rozedrganej, jak gdyby spadało na nas niebo, a pod nim widać tylko obraz skulonego chłopaka w zmoczonych prześcieradłach, próbującego zapomnieć o tym jaki był, by móc stać się kimś zupełnie nowym. Niczym mrówka niewidoczna zza szyb Concorde’a.

Ants From Up There jest albumem nietuzinkowym, pełnym ukrytych smaczków muzycznych i lirycznych. BC, NR po swoim debiucie określanym przez niektórych jako Slint tribute act, z którymi mogła kojarzyć się ich twórczość, udowadniają raz a dobrze, że sami są jedyną miarą własnej wartości. Odnajdując się w tak świeżej wersji, melodiach i songwriting’u, który ciężko porównać z jakimkolwiek współczesnym zespołem, zaledwie dwa miesiące po rozpoczęciu 2022 roku wydali album, który na pewno pozostanie na długo na ustach krytyków jak i fanów. Kompozycje są jednocześnie smutne i radosne, monumentalne i minimalistyczne, poplątane, ale nie niezrozumiałe. Pomimo wielu elementów niezauważalnych za pierwszym razem, od początku czuje się znaczenie każdego utworu, ich wzajemną zależność i spójność. Fakt, że wszystkie kawałki były nagrywane na żywo, a nie klejone z rozmaitych ujęć, nadaje całemu przeżyciu jeszcze więcej wiarygodności. Czuje się w nim energię pokoju i 7 osób, które tworzą w nim piękne dźwięki. Powstało już wiele doskonałych płyt konceptualnych, jednak jest tylko garstka, która robi to w sposób tak wyjątkowy jak Ants From Up There. Płyta do płakania, śmiechu, podróży. Soundtrack do odnalezienia siebie.

Tymczasem zespół na pewno czeka kolejna ewolucja. Pozbawieni tak charakterystycznego głosu jakim był Isaac, będą musieli „wymyślić się” zupełnie na nowo. Mimo, że nie wykluczone jest, że za jakiś czas Wood znów dołączy do zespołu, na razie zadeklarowali, że nie będą grać starych utworów bez przyjaciela. Lewis i Mark w wywiadzie mówili, że już zaczęli pracę nad nowymi numerami, być może w ich repertuarze pojawią się także utwory autorstwa Tyler Hyde, basistki zespołu, która występowała solowo w The Windmill, klubie, z którego oprócz BC, NR wywodzi się również black midi czy Squid. Za to nie porzucili nadal wizji koncertowania i zapowiadają, że wrócą z występami na żywo jak tylko stworzą nowy materiał. Pozostaje tylko czekać, ale znając Black Country, New Road, będzie warto.

Tekst: Mikołaj Maciejewski